Z góry informuję.
To jest blog o tematyce Słodkiego Flirtu ale po mojemu.
Pozdrawiam, życzę miłego czytania. Mam nadzieję że
przyjmie się to wam.
Miłej lektury~
:)
~***~
- Oddawaj kasę!To jest blog o tematyce Słodkiego Flirtu ale po mojemu.
Pozdrawiam, życzę miłego czytania. Mam nadzieję że
przyjmie się to wam.
Miłej lektury~
:)
~***~
- J-ja nic nie mam...
- Och? Doprawdy?
Schowałam się za szafkami i podsłuchałam rozmowy.
- Chłopaki... patrzcie... ktoś tu nie chce nam dać hajsu. - wybuchli śmiechem. - A więc.. Dawaj tą kasę!
- Mam tylko dwie dychy! - mówił przerażony.
- No to co? Oddawaj.
Już nie mogłam wytrzymać... Wyszłam za szafek i stanęłam przed niższym ode mnie przyjacielem.
- Nie wstyd ci?
- Czego niby?
- Och... pytasz się czego niby? - mówiłam mega przesadzonym dziewczęcym głosem, szybko wróciłam do mojego normalnego tonu. - Pff... jesteś...
- Olśniewający? Tak wiem ślicznotko... - złapał mnie za brodę i zrobił tak abym spojrzała mu w oczy. - Powinnaś już dawno być moja... - szepnął mi do ucha. Poczułam jego ciepły oddech na karku. Wyprostowałam się i zacisnęłam palce na lego dłoniach.
- Puść mnie...
- Jak sobie życzysz... - puścił moją brodę. - Nadal nie rozumiem co widzisz w takim... - spojrzał na chłopaka z pogardą. - takim małym gównie. Idziemy!
Spojrzałam w ich stronę, tamten się zatrzymał i szepnął znowu.
- W końcu cię zdobędę. - odszedł.
- Chyba śnisz.. - powiedziałam sama do siebie i zwróciłam się do mojego przyjaciela. Ma on krótkie brązowe włosy, oczy zielone, ale nie widać tego przez jego, wielkie, okrągłe okulary. Ubrany był w swój ulubiony zielony sweterek. - Ken, w porządku?
- T-tak, chyba... Dziękuje. - uśmiechnął się.
- Nie ma sprawy! - przytuliłam go. - Choć pod klasę. - uśmiechnęłam się.
Usiedliśmy na ławce. Spojrzałam w okno, objawił mi się piękny krajobraz. Dwa ogromne drzewa z zielonymi koronami, a na nich radośnie śpiewały ptaki, słońce świeciło jasno, a na niebie... żadnej niepokojącej chmurki.
Nagle, na przeciwko mnie stanął wysoki chłopak z czarnymi włosami i niebieską ombre, miał niebieskie oczy. Ubrany był w szarą bluzę i jeansowe, czarne spodnie, na szyi miał swoje czarne słuchawki - Syriusz, tak miał na imię.
- Hej!
- Hej. - uśmiechnęłam się.
- Coś się działo pod moją nieobecność?
- Ehh... - spojrzałam na Kena. - Wiesz... to co zwykle.
- Rozumiem... Stary, ogarnąłeś zadanie z historii?
- Tak.
- Wytłumaczysz mi coś... bo nie rozumiem.
- Jasne! - uśmiechnął się. Chłopaki zajęli się nauką a ja jak to ja, bujałam w obłokach. Ledwo co mrugnęłam a już zadzwonił dzwonek...
~***~
Hej! Mam na imię Luna Pheonix, mam długie jasnobrązowe włosy oraz jasnoniebieskie oczy. Mam 17 lat, chodzę do II klasy liceum. Nie jestem zbyt wysoka, w sumie niska też nie jestem. Uwielbiam rysować, czasami samo z siebie wychodzi. Mam brata bliźniaka - Nick'a. Jest on do mnie bardzo podobny.
Wracając do mnie... mam w sobie rodzaj takiej "spokojnej buntowniczki", nienawidzę kiedy ktoś dokucza moim przyjaciołom. Uwielbiam czarne kolory.
Moi rodzice... to znaczy... wraz z bratem nigdy nie znaliśmy ojca (jedynie pamiętamy go z odpowiedzi mamy). Mama... zmarła miesiąc temu na raka mózgu... bardzo to przeżyłam... ale miałam oparcie w bracie i przyjaciołach! Obecnie mieszamy sami, we dwoje...
Wracając do mnie... mam w sobie rodzaj takiej "spokojnej buntowniczki", nienawidzę kiedy ktoś dokucza moim przyjaciołom. Uwielbiam czarne kolory.
Moi rodzice... to znaczy... wraz z bratem nigdy nie znaliśmy ojca (jedynie pamiętamy go z odpowiedzi mamy). Mama... zmarła miesiąc temu na raka mózgu... bardzo to przeżyłam... ale miałam oparcie w bracie i przyjaciołach! Obecnie mieszamy sami, we dwoje...
~***~
Usiadłam tak jak zawsze obok Kena. Historia.. coś czego nie lubię, wręcz nie cierpię!
Wyciągnęłam szybko kartkę i chwyciłam mój czarny długopis. Zaczęłam coś bazgrać. Po pięciu minutach skapnęłam się że narysowałam czaszkę.
- Zawsze lubiłem patrzeć jak rysujesz... - usłyszałam cichy szept zielonookiego. Spojrzałam w jego stronę, siedział trochę zakłopotany, gdy nasz wzrok się skrzyżował spłoszył się rumieńcem. Kontynuowałam swoją pracę, wyciągnęłam z piórnika czerwony cieńkopis, gdyż chciałam narysować różę, ale to co mi wyszło... zdziwiło mnie. Zamiast róży, z oczy czaszki ciekła krew, a pod nią była plama krwi.
Do klasy weszła dyrektorka. Wszyscy wstali i powiedzieli "dzień dobry". Kobiety zaczęły coś szeptać. Ale to co usłyszałam zdziwiło mnie.
- Luna Pheonix. - spojrzałam na dyrkę. - Proszę spakuj się i chodź ze mną.
Zrobiłam to co mówiła. Poszłam za nią do jej gabinetu.
- Proszę usiądź. - tak zrobiłam.
- O co chodzi?
- Twój brat... jest w szpitalu...
- C-co?
- Jest z nim źle. Chciał abyś do niego przyjechała.
- Nie, to nie prawda. On się zwolnił z dzisiejszego dnia aby załatwić jakieś sprawy...
- Luna, kochanie...
- Rozumiem... - uroniłam dwie łzy.
- Mam ciebie zawieść do niego, czy poprosić pana Mietka?
Nic się nie odezwałam. Parę minut, a może sekund później znalazłam się w aucie kobiety. Kiedy byłyśmy na miejscu wybiegłam z auta zarzucając torbę na ramię i pobiegłam do recepcji.
- Nick Pheonix, gdzie jest?
- A kto pyta? - podniosła wzrok z papierów.
- Jego siostra bliźniaczka! Luna Pheonix! Gdzie on jest?
- Sala A10. Pierwsze piętro.
- Dziękuje.
Szybko wbiegłam po schodach na pierwsze piętro.
A1, A3, A5, A6, A101 Jest! Otworzyłam drzwi. Był tam lekarz. Serce mi stanęło, zasłoniłam usta. Podbiegłam do łóżka mojego brata.
- Nick... - rozkleiłam się. Cały był we krwi i ranach... otwartych i zamkniętych... - Odezwij się.
- Luna... - położył dłoń na moim poliku. Złapałam ją lekko. - Dowiedziałem się coś... Mama... przed śmiercią pisała do jakieś naszej ciotki, jak... gdyby... coś się stało... zadzwoniliśmy by do niej... Proszę... kartka jest... kuchni... tam jest.. nu-er... tele... fonu...
- Panienko musimy go zawieść na salę. - usłyszałam opanowany głos lekarza. Odsunęłam się od jego łóżka.
- Będę czekać... - otarłam łzy które ciekły po moich polikach.
Siedziałam już tak dobre dwie godziny. Gwałtownie poczułam jakby coś pękłom jakbym straciła połowę mojej duszy. Ku mojemu lękowi zobaczyłam lekarza wychodzącego z sali. Myśląc o dobrych wieściach... myliłam się.
- Odszedł...
- C-co? N-nie! To nie prawda!
- Przykro nam... robiliśmy wszystko...
- Jak?! Jak to się stało... Czemu on.. był w ranach... i... i...
- Miał wypadek...
- Nie chce już więcej słyszeć... - rozpłakałam się na dobre. Chwyciłam moją torbę i biegłam do mojego domu... Tylko wypytywałam siebie "Dlaczego?", "Czemu on?".
Byłam po prostu bez silna... Weszłam zalana łzami do kuchni, chwyciłam telefon i zadzwoniłam na numer rzekomo mojej ciotki.
- H-halo? Z tej strony L-Luna Pheonix... - mówiłam przez łzy.
- Lunka? Jak ja się cieszę że cię słyszę!
- Jesteś moją ciotką, tak?
- Tak, mam na imię Agata. Chcecie się do mnie przeprowadzić? - mówiła miło i radośnie.
- Nick... nie żyję, zmarł... - rozpłakałam się.
- Cii... Słońce... nie płacz... Cii... już jadę do ciebie. - rozłączyła się.
Odłożyłam telefon i zasłoniłam oczy dłońmi. Nie wiadomo kiedy siedziała ze mną na sofie i mnie przytulała. Kiedy się uspokoiłam zaczęłyśmy rozmowę.
- M-mogę do ciebie mówić ciociu?
- Ależ oczywiście! Jak tak ci wygodnie, ale możesz do mnie mówić Titi.
- Czemu Titi?
- Ha ha... kiedy indziej ci opowiem. - uśmiechnęła się.
Dwa dni spała u mnie w domu, spakowałam się i w niedzielę zniosłyśmy moje walizki. Już wsiadałyśmy do jej auta gdy nagle chłopaki rzucili mi się na szyję.
- Uważaj tam na siebie! - powiedział mi Syriusz.
- Jasne. - uśmiechnęłam się ze łzami w oczach.
- Luna... Będę za tobą tęsknić... - przytulił mnie mocno.
- Ken ja też. - odwzajemniłam uścisk.
- Mam dla ciebie nasze ulubione ciastka.
- A ja książkę, tak żebyś miała co robić. - podali mi skromne prezenty.
Podeszłam do nich i dałam im na pożegnanie całusa w poliki, oboje dostali rumieńca.
- Przyjaciół~! - powiedzieli razem. Wsiadłam do auta. Obróciłam się do tyłu i machałam im na pożegnanie...
To będzie dłuuugi i smutny miesiąc...
Wyciągnęłam szybko kartkę i chwyciłam mój czarny długopis. Zaczęłam coś bazgrać. Po pięciu minutach skapnęłam się że narysowałam czaszkę.
- Zawsze lubiłem patrzeć jak rysujesz... - usłyszałam cichy szept zielonookiego. Spojrzałam w jego stronę, siedział trochę zakłopotany, gdy nasz wzrok się skrzyżował spłoszył się rumieńcem. Kontynuowałam swoją pracę, wyciągnęłam z piórnika czerwony cieńkopis, gdyż chciałam narysować różę, ale to co mi wyszło... zdziwiło mnie. Zamiast róży, z oczy czaszki ciekła krew, a pod nią była plama krwi.
Do klasy weszła dyrektorka. Wszyscy wstali i powiedzieli "dzień dobry". Kobiety zaczęły coś szeptać. Ale to co usłyszałam zdziwiło mnie.
- Luna Pheonix. - spojrzałam na dyrkę. - Proszę spakuj się i chodź ze mną.
Zrobiłam to co mówiła. Poszłam za nią do jej gabinetu.
- Proszę usiądź. - tak zrobiłam.
- O co chodzi?
- Twój brat... jest w szpitalu...
- C-co?
- Jest z nim źle. Chciał abyś do niego przyjechała.
- Nie, to nie prawda. On się zwolnił z dzisiejszego dnia aby załatwić jakieś sprawy...
- Luna, kochanie...
- Rozumiem... - uroniłam dwie łzy.
- Mam ciebie zawieść do niego, czy poprosić pana Mietka?
Nic się nie odezwałam. Parę minut, a może sekund później znalazłam się w aucie kobiety. Kiedy byłyśmy na miejscu wybiegłam z auta zarzucając torbę na ramię i pobiegłam do recepcji.
- Nick Pheonix, gdzie jest?
- A kto pyta? - podniosła wzrok z papierów.
- Jego siostra bliźniaczka! Luna Pheonix! Gdzie on jest?
- Sala A10. Pierwsze piętro.
- Dziękuje.
Szybko wbiegłam po schodach na pierwsze piętro.
A1, A3, A5, A6, A101 Jest! Otworzyłam drzwi. Był tam lekarz. Serce mi stanęło, zasłoniłam usta. Podbiegłam do łóżka mojego brata.
- Nick... - rozkleiłam się. Cały był we krwi i ranach... otwartych i zamkniętych... - Odezwij się.
- Luna... - położył dłoń na moim poliku. Złapałam ją lekko. - Dowiedziałem się coś... Mama... przed śmiercią pisała do jakieś naszej ciotki, jak... gdyby... coś się stało... zadzwoniliśmy by do niej... Proszę... kartka jest... kuchni... tam jest.. nu-er... tele... fonu...
- Panienko musimy go zawieść na salę. - usłyszałam opanowany głos lekarza. Odsunęłam się od jego łóżka.
- Będę czekać... - otarłam łzy które ciekły po moich polikach.
Siedziałam już tak dobre dwie godziny. Gwałtownie poczułam jakby coś pękłom jakbym straciła połowę mojej duszy. Ku mojemu lękowi zobaczyłam lekarza wychodzącego z sali. Myśląc o dobrych wieściach... myliłam się.
- Odszedł...
- C-co? N-nie! To nie prawda!
- Przykro nam... robiliśmy wszystko...
- Jak?! Jak to się stało... Czemu on.. był w ranach... i... i...
- Miał wypadek...
- Nie chce już więcej słyszeć... - rozpłakałam się na dobre. Chwyciłam moją torbę i biegłam do mojego domu... Tylko wypytywałam siebie "Dlaczego?", "Czemu on?".
Byłam po prostu bez silna... Weszłam zalana łzami do kuchni, chwyciłam telefon i zadzwoniłam na numer rzekomo mojej ciotki.
- H-halo? Z tej strony L-Luna Pheonix... - mówiłam przez łzy.
- Lunka? Jak ja się cieszę że cię słyszę!
- Jesteś moją ciotką, tak?
- Tak, mam na imię Agata. Chcecie się do mnie przeprowadzić? - mówiła miło i radośnie.
- Nick... nie żyję, zmarł... - rozpłakałam się.
- Cii... Słońce... nie płacz... Cii... już jadę do ciebie. - rozłączyła się.
Odłożyłam telefon i zasłoniłam oczy dłońmi. Nie wiadomo kiedy siedziała ze mną na sofie i mnie przytulała. Kiedy się uspokoiłam zaczęłyśmy rozmowę.
- M-mogę do ciebie mówić ciociu?
- Ależ oczywiście! Jak tak ci wygodnie, ale możesz do mnie mówić Titi.
- Czemu Titi?
- Ha ha... kiedy indziej ci opowiem. - uśmiechnęła się.
Dwa dni spała u mnie w domu, spakowałam się i w niedzielę zniosłyśmy moje walizki. Już wsiadałyśmy do jej auta gdy nagle chłopaki rzucili mi się na szyję.
- Uważaj tam na siebie! - powiedział mi Syriusz.
- Jasne. - uśmiechnęłam się ze łzami w oczach.
- Luna... Będę za tobą tęsknić... - przytulił mnie mocno.
- Ken ja też. - odwzajemniłam uścisk.
- Mam dla ciebie nasze ulubione ciastka.
- A ja książkę, tak żebyś miała co robić. - podali mi skromne prezenty.
Podeszłam do nich i dałam im na pożegnanie całusa w poliki, oboje dostali rumieńca.
- Przyjaciół~! - powiedzieli razem. Wsiadłam do auta. Obróciłam się do tyłu i machałam im na pożegnanie...
To będzie dłuuugi i smutny miesiąc...
Przeczytane! Ale komentarz dodam ja wrócę ( czyt. Przeżyje ) msze szkolna i czuwanie....
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuńWow, bardzo mi się podoba. ^>^ Jeśli dobrze myślę to Syriusz jest z opowiadania z Yo? Lubiłam tą postać, była taka tajemnicza i nagle się pojawiła co spodobało mi się najbardziej.
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały, kolejne twoje pomysły. ;)
Pozdrawiam i życzę weny! ;*
Całusy, xoo.
To znaczy... Imię Syriusz mi się podoba a że tamten Syriusz mi nie wyszedł... To ten musi być jak po mojej myśli!
UsuńPs. Niedługo kończę pisać pierwszy rozdział :3