wtorek, 29 września 2015

Rozdział V

  Przed moim domem stał wysoki, umięśniony chłopak o zielonych oczach i czekoladowych włosach. Ubrany był w białą bluzkę na krótki rękaw i wojskowe spodnie (moro), na szyi miał nieśmiertelnik. Podniósł wzrok z telefonu i schował go do kieszeni, między czasie uśmiechnął się na mój widok.
- Hej.
- Hej, znamy się? - zapytałam się niepewnie.
- Hmm... Sam nie wiem... - wyciągnął duże okrągłe okulary i założył je na nos. - A teraz?
- N... - zaraz, zaraz... wygląda jak... - Ken?!
- Kentin. - poprawił mnie uprzejmie. - Znowu się spotykamy Lu-nuś.
- Ken... - uroniłam łzę i rzuciłam mu się na szyję. - Tęskniłam za tobą!
- Uwierz mi że ja też. - odwzajemnił uścisk. Czułam jak jego mięśnie się spięły. - Wybacz mi że nie byłem na pogrzebie Nicka...
- Wybaczam... Ale... j-ja... nie weszłam do kościoła... nie pożegnałam się z nim.. ja... nie... potrafiłam...
 Uspokoił mnie. Zaczął powoli zbliżać swoją twarz do mojej. Serce mi stanęło. Złączył nasze warki w krótkim, delikatnym pocałunku...




Nie wiedziałam jak mam zareagować. Ale jedno poczułam. Zarumieniłam się. To tylko mój najlepszy przyjaciel.
- K-ken... Nie właściwy moment. - odsunęłam głowę.
- Wybacz mi... - powiedział zakłopotany.
- J-ja muszę iść umówiłam się z kimś. - i zostawiłam go. Biegłam, po prostu biegłam. Nie wiadomo kiedy znalazłam się pod domem Kasa. Wiedziałam gdzie jest bo zaprowadzałam z nim Demona. Na dworze było już słychać muzykę. Zapukałam do drzwi i weszłam do środka. W tłumach wyszukiwałam przyjaciół. Nagle ktoś krzyknął "na basen!" i wszyscy, no prawie wszyscy wyszli na dwór. Wtedy zobaczyłam znane mi czupryny. Podeszłam do nich i usiadłam pomiędzy nimi.
- No cześć. - uśmiechnęłam się.
- Luna, czemu przyszłaś?
- Kas mnie zaprosił.
- Równie dobrze by mogła siedzieć w domu i żalić się nad życiem lub się pociąć. - odparł wrednie do Lysa.
- Kastiel, idioto...
- Sorry Luna...
- No właśnie.
- Chcesz piwo? - podstawił mi pod nos.
- Nie dzięki nie piję...
- A ty Lys?
- Mam swoje. - pokazał mu żółty pieniący się napój pachniał jabłkami. Napój nie Lysander.
- Ale ładnie pachnie...
- Chcesz łyka? - zapytał uprzejmie.
- No daj.. - zamoczyłam usta. Następnie wzięłam dwa duże łyki. Nie było czuć praktycznie piwa.
- A mówiłaś że nie pijesz. - prychnął czerwonowłosy a ja na niego spojrzałam surowym wzrokiem.
 Te tłumy, i ten hałas... Trochę mnie to przytłaczało. Więc po prostu, bez słowa wyszłam. Postanowiłam pójść do domu przez park. Poczułam na sobie czyść wzrok. Obróciłam się w lewo. Na murku siedział tajemniczy chłopak. Nie widziałam dokładnie jego twarzy, lecz zauważyłam jedno, uśmiech. Uśmiech szczęścia na mój widok. Wpatrywałam się w niego. Odwróciłam dosłownie na minutę mój wzrok i go nie było. Kurdę co jest grane...? Zaczęłam szybciej iść do domu. Szybko weszłam do niego i zamknęłam wszystko na klucz, szczelnie. Bałam się. To było bardzo dziwne. Rzuciłam buty w kąt i wbiegłam na górę. Zamknęłam się na klucz w moim pokoju. Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w drzwi. "Nie no! To tylko jakieś moje chore zwidy! To nie może być prawdą. Pewnie przez to piwo mam takie złudzenia... Na sto pro.". Usiadłam na tym siedzeniu pod oknem i wpatrywałam się w piękną noc. Księżyc był krwistoczerwony. Podeszłam do biurka i wyciągnęłam temperówkę, ołówek i szkicownik, usiadłam na moje poprzednie miejsce i zaczęłam rysować ten księżyc. Kiedy miałam już wykańczać rysunek, rysik mi pękł. No świetnie! Złapałam temperówkę w rękę, za bardzo machnęłam ręką i upadła mi na ziemię rozwalając się.
- Cholera! Jeszcze tego brakowało! - przeklinałam pod nosem.
 Schyliłam się i wzięłam do ręki rozwalony przedmiot. Kiedy w moich dłoniach znalazła się żyletka... nie wiem co sobie pomyślałam, chyba nie myślałam... ale ciachnęłam się nią w rękę. Siedziałam tak chwilę. Nagle straciłam czucie w dłoni, krew z mojego nadgarstka zaplamiła rysunek, odrzuciłam ostry przedmiot i wyciągnęłam telefon z kieszeni wykręcając numer do byle kogo.
- Halo? - w słuchawce usłyszałam głos Nataniela, kurde... akurat do niego musiałam zadzwonić...
- Nat, potrzebuje cię. - mówiłam drżącym głosem.
- Co się stało?
- Po prostu przyjdź, znasz adres.
- Dobrze zaraz będę! - rozłączył się. Nadal wpatrywałam się w krwawiącą rękę. Mój rysunek cały był zakrwawiony, ale gówno mnie to obchodziło. Oparłam głowę o ścianę i westchnęłam. Obróciłam głowę w lewą stronę i za oknem zobaczyłam Nata, otworzyłam okno. Jakimś magicznym sposobem wszedł do środka. Chwycił moją rękę w dłoń...

~***~
Polsat, Polsat, Polsat kochani, Polsat. Taaa, aż mnie nadgarstek zabolał
jak to pisałam xD
Dobra, pozdrawiam was!
Papatki!



2 komentarze:

  1. Polsat XD
    Rozdział supcio *.*
    " - Mam swoje. - pokazał mu żółty pieniący się napój pachniał jabłkami. Napój nie Lysander." - płakałam XD hahaha
    Nie no rozdział naprawdę spoko czekam na next POLSACIE.

    OdpowiedzUsuń
  2. No napisz coś w końcu! Ja tu się staram i poddaję ci pomysły! A ty? Nic! Kompletne zero, żadnego kolejnego rozdziału! Wiem że nie powinnam, bo to zajmuję sporo czasu ale takie rzeczy motywują!
    #<3 Rosiczka XDD

    OdpowiedzUsuń