Po półtora godzinie byłyśmy na miejscu. Kiedy to uporałyśmy się z moimi walizkami, dosłownie, rzuciłyśmy się na kanapie.
- A więc... Od czyjej strony jesteś moją ciocią? - spojrzałam jej się w oczy.
- Hm... Byłam żoną kuzyna twojej mamy, ale niestety mnie zdradził... Twoja rodzina nadal traktuje mnie jak jej członkinie. - uśmiechnęła się.
- A ile masz lat?
- Trzydzieści jeden. - zaśmiała się.
- Nie wyglądasz! Bardziej mi przypominasz dwudziestoletnią dziewczynę!
- Być może mam taką urodę. - uśmiechnęła się miło.
- Ale twoje różowe włosy... Wyglądają mega, ale to mega naturalnie.
- Ha ha. Fajnie że tak sądzisz. A teraz chodź. - wstała z kanapy. - Zaprowadzę ciebie do twojego pokoju.
Udałam się na piętro za moją opiekunką.
- Tam jest mój pokój. - wskazała na drzwi naprzeciwko schodów. - A tam pokój gościnny. - wskazała drzwi po prawej stronie. - A ten. - teraz otworzyła drzwi po lewej stronie. - To twój pokój. Dobrze. Zapoznaj się z nowym miejscem, rozpakuj się. A ja pójdę zrobić obiad. - uśmiechnęła się uroczo.
- Dziękuje! - pomachałam jej ręką i przekroczyłam próg pokoju. Moim oczom ukazały się czarno-białe ściany pomieszczenia oraz wszystkie meble śnieżnobiałe. Pod lewą ścianą od drzwi stała wielka szafa z lustrem, obok szafy stało łóżko. Z obydwu stronach łóżka były szafki nocne, na jednej była lampa nocna na drugiej budzik. Dalej, na ścianie przeciwko drzwi było czarne okno. Pod oknem było wmontowane siedzenie, a na nim dwie poduszki z nadrukami wilków. Było zasłonięte ciemno czerwoną zasłoną. Po lewej stronie, tam na końcu pokoju (blisko okna) było biurko. Obok biurka były drzwi. Weszłam bardziej do pokoju i obróciłam się w stronę drzwi którymi weszłam. Obok nich stała krwistoczerwona paleta do malowania bądź szkicowania. Następnie podeszłam do biurka na którym było parę szkicowników oraz piękne pudełko, w którym były specjalne ołówki do rysowania. Obróciłam się w stronę łóżka, miało one czarne zakrycie, tak samo jak poduszka i kołdra. Otworzyłam drzwi obok biurka. Była tam łazienka również czarno-biała. Pobiegłam po moją kosmetyczkę i wszystkie kosmetyki rozłożyłam w łazience w odpowiednich miejscach. Następnie wzięłam me walizki i rozpakowałam moje ciuchy, zajęłam jedynie połowę mojej szafy. Na biurku postawiłam mojego laptopa i zbiegłam do kuchni.
- Ogarnęłam! - padłam na krzesło.
- Cieszę się. - nałożyła mi obiad i go podała.
- O Jezu! Rybka na obiad! - uśmiechnęłam się. Zaraz po tym wzięłam się za potrawę.
- Luna, będziesz musiała zanieść pewne swoje dokumenty do szkoły.
- A co to za szkoła? - spojrzałam na nią pytająco.
- Słodki Amoris, sama się tam uczyłam. - uśmiechnęła się.
Zjadłam szybko obiad. Ubrałam buty, chwyciłam moje dokumenty z podpisem ciotki oraz moje zdjęcie, jeszcze spięłam spinaczem i wyszłam do domu. Po paru minutach byłam na miejscu.
Weszłam do szkoły. Od razu udałam się do pokoju gospodarzy. Zapukałam cicho w drzwi. Usłyszałam głośnie "proszę" i weszłam cicho do sali zamykając ostrożnie drzwi.
- Hej! - ujrzałam złotą czupryne i oczy takiego samego koloru.
- Hej.
- Ty jesteś ta nowa uczennica... Luna Pheonix... zgadza się?
- Tak. Przyniosłam brakujące dokumenty. - podałam papiery chłopakowi, przejrzał je mrucząc coś pod nosem.
- Masz wszystko. Aha! Zapomniałem się przedstawić. Nataniel Prescott. - podał mi rękę.
- Miło. - wymusiłam uśmiech. - To ja pójdę obejrzeć szkołę. - znalazłam szybko wymówkę i wyszłam ze szkoły. Zaciągnęłam świeżę powietrze i rozejrzałam się po dziedzińcu. Usiadłam na najbardziej oddalonej ławce. Szybko po tym zadzwonił dzwonek na przerwę. Zaraz po tym usłyszałam czyjś głos nad uchem.
- To moje miejsce.
Obróciłam się w jego stronę. Za mną stał wyższy ode mnie chłopak z czerwonymi włosami do ramion i szarymi oczami. Na bluzce miał logo jakiegoś zespołu rockowego, i czarną skórzaną kurtkę.
- Jest gdzieś podpisana? - zaczęłam się rozglądać po jej. - Sorry, nie widzę. Ale proszę usiądź. - zrobiłam dla niego miejsce. Ten usiadł na oparciu i wpatrywał się we mnie.
- Ymm... Coś nie tak? - zapytałam lekko ironicznie.
- Nigdy ciebie tutaj nie widziałem... - zmrużył oczy.
- Ach... Niech zgadnę... Hmm... Bo jestem nowa?
- Dlatego... Jestem Kastiel Grey. - uśmiechnął się zadziornie. - A ty, ślicznotko?
- Luna Pheonix... i nie nazywaj mnie ślicznotką...
- Bo jesteś śliczna. - nadal miał ten swój uśmiech na twarzy.
- Niech zgadnę... Każdą tak podrywasz?
- A tam zaraz podrywam. - machnął ręką.
Uśmiechnęłam się ironicznie.
- Nie za dobre wrażenie. - szepnęłam.
- Hm? - spojrzał się chamsko na mój biust i gwizdną.
- Oczy mam wyżej... - prychnęłam.
- Aa.. oczy mnie nie interesują.
- Zboczuch... - dałam mu z liścia.
- Ej! - złapał się za polik. - Za co to?
- Ekhem... Wiesz...
- Nie wiem...
Zadzwonił dzwonek, wszyscy zniknęli.
- Nie idziesz na lekcje? - podniosłam brew.
- Nie, po co? - wyciągnął papierosa z kurtki i go odpalił.
- Buntownik?
- Można tak powiedzieć. - wzruszył ramionami. - Chcesz? - podłożył mi papierosa pod nos.
- Nie dzięki... nie palę...
- Jak chcesz.
- Nie irytuje ciebie nazwa tej szkoły?
- Nawet nie wiesz jak... - jęknął.
Nagle ze szkoły wybiegł gospodarz - Nataniel.
- Luna.. - mówił zasapany. - Zapomniałem, to twój plan lekcji - podał mi kartkę. - Jesteś w II b...
- Aha, dzięki.
Podniósł głowę i spojrzał na czerwonowłosego.
- Uważaj na niego, nie wiesz z kim się zadajesz...
- Gospodarz rozkazuje nowej uczennicy z kim ma się nie zadawać? - prychnął z ironią.
- Nie rozkazuje.. - mówił przez zaciśnięte zęby.
- Wy... chyba za bardzo za sobą... nie przepadacie...?
- A żebyś wiedziała.
- Niestety Luna, ale będziesz musiała być z tym idiotą w klasie.
- Uważaj co mówisz gospodarzyku. - złapał go za koszulę.
- K-Kastiel... Przestań. - złapałam go za ramię. Puścił chłopaka. - Ja już pójdę.
- Czekaj, odprowadzę cię. - powiedział szarooki.
- Dobrze...
Do domu wracałam w jego towarzystwie.
- Czemu mnie powstrzymałaś? - spojrzał na mnie pytająco.
- Sama nie wiem. - wzruszyłam ramionami. - Chyba cię polubiłam. - uśmiechnęłam się.
- A... tak z ciekawa... co tutaj robisz?
- Ehh.... miesiąc temu moja mama zmarła... a trzy dni temu... brat... bliźniak.
- Aha.. Przykro mi.
Rozpłakałam się. Usiadłam na ławce i zasłoniłam oczy dłońmi. Objął mnie ramieniem i uspokajał.
- Cii.. spokojnie... - mówił zakłopotany. - N-nie płacz...
Po dziesięciu minutach uspokoiłam się.
Jestem, żyje, przeżyłam prawie trzy godzinne siedzenie w kosiele a dzis wstaje patrzę i nowy rodzial :)
OdpowiedzUsuńZacznijmy wiec od początku.
Całe opowiadanie zaczyna sie bardzo fajnie i chyba bardziej... Dojrzale niz to pierwsze, już na początku ładnie opisujesz bohaterkę, jej przyjaciół i rodzine. Pokazujesz też zarys np. pokoju,domu i tu duzy plus dla ciebie bo nie jest on strasznie rozwleklu a jest krótki i zawiera wszystkie potrzebne informacje. W rozdziale znalazlam coś ( co według mnie ) co można by troszeczkę poprawić. Jest to zaatepowanie wyrazów, szczególnie dużo takich miejsc ( gdzie można bylo by zastąpić wyraz jakimś bliskoznacznym ) jest przy opisie pokoju np. " pomachałam jej ręką i przekroczyłam próg pokoju. Moim oczom ukazały się czarno-białe ściany pokoju" - tu te drugie powtórzenie słowa " pokój " można bylo zmienić na chociażby " pomieszczenie "
Albo zdanie " . Następnie wzięłam moje walizki i rozpakowałam moje ciuchy, zajęłam jedynie połowę mojej szafy."- tu tez wyraz " moje " można było zastapic. :D
Co do błędów ortograficznych nie znalazlam i wsumie ja z moja dyslekcja bym i tak nie znalazla ale czytając zachaczylam o zdanie w którym się chyba troszkę zapominialas i napisalas tak " Pod lewą ścianą od drzwi stała wielka szafa z lustrem, obok szafy stało łóżko. Z obydwu stronach łóżka były szafki nocne..." - chyba miało byc Po obydwu stronach łóżka .... Ale to takie tam XD
Tylko broń Boze nie obrazaj się czy coś za to ze wypisalam tam do gory o tych błędach ale od pewnego czasu ( przez moja ukochaną nauczycielkę polskiego ) zwracam na takie drobnostki uwagę, a szczerze nie lubię kogoś ... Pouczać a już szczególnie kogoś kto jest prawie w moim wieku.
A co do samej fabuły.... Brakuje mi czasem rozwinienc akcji bo piszesz tak genialnie ale jak dla mnie szkoda że te sceny nie sa rozwinięte. Całość ( jak wspomnialam już chyba wyżej ) zaczyna się całkiem fajnie. No za duzo powiedziec nie mogę bo to początek i podejrzewam że w kolejnym rozdziale bede mogła juz wiecej napisać gdy główną bohaterka pójdzie do szkoly.
Dobra nie bede się już rozpisywac.
Życzę weny, czekam na next i pozdrawiam!
Błędy poprawione :P Spokojnie nie obrażę się! Sama mam dyslekcje oraz uczę się jeszcze. Co do rozwijania akcji... Ktoś musiałby mi pomóc (np. ty) bo ja nie wiem w jaki sposób mogę je rozwijać... Może kiedyś sama z siebie się nauczę? Teraz tak czy siak staram się dawać więcej opisów :)
UsuńPs. Kiedy zobaczyłam jaki długi komentarz dodałaś to aż otworzyłam oczy na rozszerz... :O
Oczywiście cieszę się że napisałaś mi moje błędy, to też jest mile widziane, ponieważ wiem co muszę zmienić. :) Pozdrawiam!