- Masz popołudniu czas?
- Wybacz mi Rozo, ale Kastiel ma po mnie przyjść. Nie wiem czemu...
- Czy on ciebie bierze na randkę? - za ćwierkotała radośnie.
- Nie!
- A właśnie że tak!
- Nie!
- T...
- Nie. - przerwałam jej. - Jesteś niemożliwa... znam ciebie zaledwie jeden dzień a już cię uwielbiam. - zaśmiałam się.
- To tak samo jak ja kochana! - przytuliła mnie. - Masz mi powiedzieć jak było. Bo jak nie... - pogroziła mi palcem.
- Ha ha... Ale mówię ci, to nie jest randka. To pa! - pomachałam jej.
~***~
- Jestem! - ściągnęłam buty.
- Chcesz obiadu?
- Tak, z wielką chęcią. - weszłam do kuchni. Było ładnie nakryte do stołu. Na moim talerzu były nałożone ziemniaki oraz rybka. - Yey! Znowu rybka!
- Dziękuję bardzo. - uśmiechnęłam się.
- Luna, kochanie, jedziesz ze mną na zakupy?
- Nie mogę, umówiłam się z kolegą.
- Z kolegą? - uniosła jedną brew.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele ciociu. - zaśmiałam się.
- Skoro tak mówisz. A co to jest za "kolega"?
- Ze szkoły.
- A jak ma na imię?
- Kastiel.
- A na nazwisko?
- Co to przesłuchanie? - wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.
Zaraz po tym usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! - wstałam i otworzyłam drzwi. - Hej. - uśmiechnęłam się miło.
- Yo! (czyt. "joł") Idziesz? - wskazał za siebie.
- Jasne. - założyłam buty. - Wychodzę!
Zamknęłam za sobą drzwi. Ku mojemu zdziwieniu rzuciła się na mnie "bestia" i zaczęła mnie lizać po twarzy.
- P-przestań! - zaśmiałam się.
- Demon! Siad! - usiadł.
- Demon?
- Tak, a co?
- Całkiem niespotykane imię dla psa. To co chciałeś?
- Aa... Idziemy odprowadzić Demona do domu i zabieram ciebie gdzieś.
- Gdzieś? Czyli gdzie? - dotrzymywałam mu kroku.
- A... tajemnica. - puścił mi oczko. Na co ja przewróciłam oczami.
Moim oczom ukazała się wielka villa stylu modern. Otworzył tylko drzwi i puścił psa, następnie je szybko zamknął i prowadził mnie w stronę centrum. Zatrzymaliśmy się przed jakimś klubem. Kiedy weszliśmy zatrzymaliśmy się przed barkiem za którym stał wysoki, młody mężczyzna.
- Hej stary, co tam.
- Cześć Kastiel, to co zwykle?
- Jasne. - teraz zwrócił się w moją stronę. - A ty co sobie życzysz?
- Nie pije alkoholu. - prychnęłam.
- A coś bezalkoholowego? - spytał się mnie mężczyzna za ladą.
- Nie dzięki...
Co za szuja... zaprowadził mnie tylko żeby się uchlać? O nie, nie, nie... Bierze mnie za jakąś laskę która tylko co chłopak powie zrobi to? Nie wydaje mi się.
- Kastiel. Ja już pójdę, zostawię ciebie z kolegą. - zrobiłam jeden krok do przodu a ten złapał mnie za ramię.
- Luna, coś nie tak? Czemu nie chcesz się napić.
- Ymm... Nie jestem taka.
- Jaka? W ogóle ciebie nie rozumiem. - opadł na krzesło.
- Ja samej siebie też... - powiedziałam bardziej do siebie niż do niego i wyszłam z budynku.
Chyba się przejdę - pomyślałam. No i tak zrobiłam. Mijałam wiele przeróżnych sklepów. Niektóre przykuły moją uwagę, inne nie za bardzo.
Nagle na kogoś wpadłam.
- P-przepraszam!
- Nic nie szkodzi, to moja wina. Za bardzo się zamyśliłem.
Spojrzałam jemu w oczy. Jedno oko miał zielone drugie żółte, miał białe włosy z szarymi końcówkami.
- Ja ciebie skądś znam... - zmrużyłam lekko oczy.
- Lysander Watson.
- Luna Pheonix. - musnął moją dłoń delikatnie ustami. - Czekaj, już wiem! Dzisiaj w szkole na matematyce Rozalia nas ze sobą poznała.
- No to jeszcze raz się poznajemy. - uśmiechnął się uroczo. - Masz ochotę na kawę?
- Jeżeli to nie kłopot dla ciebie, to tak, mam ochotę.
Lysander zabrał mnie do małej kawiarenki obok szkoły. Jak widać, sprawy się zmieniły, miałam dzisiaj dzień spędzić z czerwonowłosym, jednak spędzam ten dzień z jego kolegą. Zajęliśmy najbardziej oddalone miejsce od ludzi. Podeszła do nas kelnerka.
- Co wam podać?
- Dwie kawy. - powiedział uprzejmie.
- Już się robi. Coś jeszcze? Dajmy to... ciasteczka w kształcie serc dla zakochanych.
Chłopak się lekko zaczerwienił tak samo jak ja.
- Y... Przepraszam, ale to tylko przyjacielskie wyjście. - uśmiechnęłam się. Kiedy kobieta odeszła zaczęłam się cicho śmiać. Szybko przestałam.
- Nie chce być nachalny, ani nic.. Opowiedziałabyś mi coś o sobie?
- J-ja... to znaczy...
- Jeżeli nie chcesz nic nie mów. - mówił spokojnie. Rozluźniłam się przy nim.
- W ubiegłym miesiącu zmarła moja mama, ojca nie znałam. A cztery dni temu... Mój brat bliźniak... za nim tęsknie najbardziej. Teraz bez niego moje życie jest dziwne. - wyciągnęłam ołówek z mojej kieszeni i zaczęłam bazgrać po serwetce. - Gdyby nie to że mam, to znaczy, miałam wspaniałych przyjaciół być może sama bym sobie podcięła żyły lub po prostu weszła na największą górę i z niej skoczyła... Nawet teraz mam ochotę chwycić nóż i podciąć sobie żyły... albo się powiesić...
- Założę się że twój brat i mama nie chcieli by abyś popełniła samobójstwo. - powiedział spokojnym tonem.
- Dzięki... - spojrzałam na mój ołówek. Co Luna nosi w kieszeni zamiast błyszczyka? Ołówek!
Chwyciłam do ręki chusteczkę. Narysowałam na niej tą samą czaszkę co wtedy. Zgniotłam ją i schowałam do kieszeni.
- Oto wasze zamówienie. - uśmiechnęła się miło i postawiła nasze kawy na stole.
Kiedy wystygła wypiłam ją. Było mi smutno. Najchętniej rzuciłabym się na łóżko i rozryczała się.
- Dziękuje. Ile mam ci oddać?
- Nic masz mi nie oddawać.
- Ale...
- I tak nie przyjmę. To nie było by zgodne z moją osobą.
Po kawie udaliśmy się do parku. Obserwowałam księżyc. Był piękny jak nigdy w życiu... Mimowolnie zamknęłam oczy i się uśmiechnęłam.
- Piękna noc, prawda? - spytałam się go wyrywając z jego zamyślenia.
- Owszem. - uśmiechnął się do mnie miło.
Nie wiem czemu, ale uroniłam łzy.
- Luna, wszystko w porządku.
- Nie. Tak. Nie wiem. - uderzyłam się w czoło. Nie wiem kiedy, ale się do niego przytuliłam. Trochę go to zdziwiło, ale odwzajemnił uścisk. Poczułam takie dziwne uczucie... Niee... to nie możliwe...
- D-dzięki... - puściłam go.
To było dziwne. Powiedziałam mu że muszę iść a on uprzejmie się mnie zapytał czy może mnie odprowadzić na co ja się zgodziłam. Po cichu weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Przeprosiłam Titi że tak późno wróciłam i pobiegłam na górę wziąć prysznic. Ułożyłam się wygodnie w łóżku i oddałam się objęciom Morfeusza.
- Chcesz obiadu?
- Tak, z wielką chęcią. - weszłam do kuchni. Było ładnie nakryte do stołu. Na moim talerzu były nałożone ziemniaki oraz rybka. - Yey! Znowu rybka!
- Dziękuję bardzo. - uśmiechnęłam się.
- Luna, kochanie, jedziesz ze mną na zakupy?
- Nie mogę, umówiłam się z kolegą.
- Z kolegą? - uniosła jedną brew.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele ciociu. - zaśmiałam się.
- Skoro tak mówisz. A co to jest za "kolega"?
- Ze szkoły.
- A jak ma na imię?
- Kastiel.
- A na nazwisko?
- Co to przesłuchanie? - wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.
Zaraz po tym usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! - wstałam i otworzyłam drzwi. - Hej. - uśmiechnęłam się miło.
- Yo! (czyt. "joł") Idziesz? - wskazał za siebie.
- Jasne. - założyłam buty. - Wychodzę!
Zamknęłam za sobą drzwi. Ku mojemu zdziwieniu rzuciła się na mnie "bestia" i zaczęła mnie lizać po twarzy.
- P-przestań! - zaśmiałam się.
- Demon! Siad! - usiadł.
- Demon?
- Tak, a co?
- Całkiem niespotykane imię dla psa. To co chciałeś?
- Aa... Idziemy odprowadzić Demona do domu i zabieram ciebie gdzieś.
- Gdzieś? Czyli gdzie? - dotrzymywałam mu kroku.
- A... tajemnica. - puścił mi oczko. Na co ja przewróciłam oczami.
Moim oczom ukazała się wielka villa stylu modern. Otworzył tylko drzwi i puścił psa, następnie je szybko zamknął i prowadził mnie w stronę centrum. Zatrzymaliśmy się przed jakimś klubem. Kiedy weszliśmy zatrzymaliśmy się przed barkiem za którym stał wysoki, młody mężczyzna.
- Hej stary, co tam.
- Cześć Kastiel, to co zwykle?
- Jasne. - teraz zwrócił się w moją stronę. - A ty co sobie życzysz?
- Nie pije alkoholu. - prychnęłam.
- A coś bezalkoholowego? - spytał się mnie mężczyzna za ladą.
- Nie dzięki...
Co za szuja... zaprowadził mnie tylko żeby się uchlać? O nie, nie, nie... Bierze mnie za jakąś laskę która tylko co chłopak powie zrobi to? Nie wydaje mi się.
- Kastiel. Ja już pójdę, zostawię ciebie z kolegą. - zrobiłam jeden krok do przodu a ten złapał mnie za ramię.
- Luna, coś nie tak? Czemu nie chcesz się napić.
- Ymm... Nie jestem taka.
- Jaka? W ogóle ciebie nie rozumiem. - opadł na krzesło.
- Ja samej siebie też... - powiedziałam bardziej do siebie niż do niego i wyszłam z budynku.
Chyba się przejdę - pomyślałam. No i tak zrobiłam. Mijałam wiele przeróżnych sklepów. Niektóre przykuły moją uwagę, inne nie za bardzo.
Nagle na kogoś wpadłam.
- P-przepraszam!
- Nic nie szkodzi, to moja wina. Za bardzo się zamyśliłem.
Spojrzałam jemu w oczy. Jedno oko miał zielone drugie żółte, miał białe włosy z szarymi końcówkami.
- Ja ciebie skądś znam... - zmrużyłam lekko oczy.
- Lysander Watson.
- Luna Pheonix. - musnął moją dłoń delikatnie ustami. - Czekaj, już wiem! Dzisiaj w szkole na matematyce Rozalia nas ze sobą poznała.
- No to jeszcze raz się poznajemy. - uśmiechnął się uroczo. - Masz ochotę na kawę?
- Jeżeli to nie kłopot dla ciebie, to tak, mam ochotę.
Lysander zabrał mnie do małej kawiarenki obok szkoły. Jak widać, sprawy się zmieniły, miałam dzisiaj dzień spędzić z czerwonowłosym, jednak spędzam ten dzień z jego kolegą. Zajęliśmy najbardziej oddalone miejsce od ludzi. Podeszła do nas kelnerka.
- Co wam podać?
- Dwie kawy. - powiedział uprzejmie.
- Już się robi. Coś jeszcze? Dajmy to... ciasteczka w kształcie serc dla zakochanych.
Chłopak się lekko zaczerwienił tak samo jak ja.
- Y... Przepraszam, ale to tylko przyjacielskie wyjście. - uśmiechnęłam się. Kiedy kobieta odeszła zaczęłam się cicho śmiać. Szybko przestałam.
- Nie chce być nachalny, ani nic.. Opowiedziałabyś mi coś o sobie?
- J-ja... to znaczy...
- Jeżeli nie chcesz nic nie mów. - mówił spokojnie. Rozluźniłam się przy nim.
- W ubiegłym miesiącu zmarła moja mama, ojca nie znałam. A cztery dni temu... Mój brat bliźniak... za nim tęsknie najbardziej. Teraz bez niego moje życie jest dziwne. - wyciągnęłam ołówek z mojej kieszeni i zaczęłam bazgrać po serwetce. - Gdyby nie to że mam, to znaczy, miałam wspaniałych przyjaciół być może sama bym sobie podcięła żyły lub po prostu weszła na największą górę i z niej skoczyła... Nawet teraz mam ochotę chwycić nóż i podciąć sobie żyły... albo się powiesić...
- Założę się że twój brat i mama nie chcieli by abyś popełniła samobójstwo. - powiedział spokojnym tonem.
- Dzięki... - spojrzałam na mój ołówek. Co Luna nosi w kieszeni zamiast błyszczyka? Ołówek!
Chwyciłam do ręki chusteczkę. Narysowałam na niej tą samą czaszkę co wtedy. Zgniotłam ją i schowałam do kieszeni.
- Oto wasze zamówienie. - uśmiechnęła się miło i postawiła nasze kawy na stole.
Kiedy wystygła wypiłam ją. Było mi smutno. Najchętniej rzuciłabym się na łóżko i rozryczała się.
- Dziękuje. Ile mam ci oddać?
- Nic masz mi nie oddawać.
- Ale...
- I tak nie przyjmę. To nie było by zgodne z moją osobą.
Po kawie udaliśmy się do parku. Obserwowałam księżyc. Był piękny jak nigdy w życiu... Mimowolnie zamknęłam oczy i się uśmiechnęłam.
- Piękna noc, prawda? - spytałam się go wyrywając z jego zamyślenia.
- Owszem. - uśmiechnął się do mnie miło.
Nie wiem czemu, ale uroniłam łzy.
- Luna, wszystko w porządku.
- Nie. Tak. Nie wiem. - uderzyłam się w czoło. Nie wiem kiedy, ale się do niego przytuliłam. Trochę go to zdziwiło, ale odwzajemnił uścisk. Poczułam takie dziwne uczucie... Niee... to nie możliwe...
- D-dzięki... - puściłam go.
To było dziwne. Powiedziałam mu że muszę iść a on uprzejmie się mnie zapytał czy może mnie odprowadzić na co ja się zgodziłam. Po cichu weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Przeprosiłam Titi że tak późno wróciłam i pobiegłam na górę wziąć prysznic. Ułożyłam się wygodnie w łóżku i oddałam się objęciom Morfeusza.
~***~
Moim zdaniem tam gdzieś coś zrąbałam...
Ale to nic. Same oceńcie.
Aha! I co do kontaktu ze mną to... ten teges...
No... Możecie mnie znaleźć na czacie wiki słodkiego flirtu. Tylko konto założyć musicie na wiki.
Pozdrawiam~!
Ale to nic. Same oceńcie.
Aha! I co do kontaktu ze mną to... ten teges...
No... Możecie mnie znaleźć na czacie wiki słodkiego flirtu. Tylko konto założyć musicie na wiki.
Pozdrawiam~!
Jej jest kolejny :)
OdpowiedzUsuńNic nie zrabalas! Wszystko jest ok i jest Lysio <3 Powalił mnie ten ołówek w kieszeni XD tak takie to normalne hahaha
Wszystko super i dobrze ze koniec końców dzień spędziła z Lysem ( tak faza na Lysa XD ) ale szkoda ze trochę bardziej nie rozwinelas akcji z Kasem ale za to nadrobilas wszystko później wiec jest ok.
Boze kochany, oraz ty Yoru wybaczcie mi ale ( znowu ) się czepiam XD Mam mała sugestie ... Czasami zastap słowem Ciebie na Cię XD wiem wiem znowu mam problem ale ostatnio naprawdę czepiam się wszystkego XD ale tak po za tym całość wyszla ci genialnie i widać ze rozwijasz swój talent :)
Co do tego czatu to jak znajdę chwilę to z chęcią się zarejestruje
A teraz życzę weny i czekam na next ( i przepraszam za czepianie się haha xd )
Yoru.... ja powiem tak: trochę za szybko rozwijasz akcje.... daj trochę emocji, napięcia, a nie że coś się wydarzyło od razu.... trochę zwolnij, a opowiadanie będzie o wiele ciekawsze! Pozdrawiam: Rosiczka XDD
OdpowiedzUsuń