piątek, 9 października 2015

Rozdział VIII

 Następnego dnia już stałam z Rozalią oraz z Lysandrem na końcu korytarza.
- To co chciałaś nam powiedzieć? - oparłam się o szafki z założonymi rękami.
- Podsłuchałam rozmowę Peggy i dowiedziałam się że szkoła chciała nam coś zorganizować, ale brakuje jej środków... I... macie jakiś pomysł?
- Rozo... ale czy to co mówiła Peggy jest prawdą?
- No chyba tak... - powiedziała zakłopotana.
- A pytałaś się Nataniela?
- Nie...
- No widzisz...
- O mnie mowa? - obróciliśmy się w stronę Nata który wychodził właśnie z biblioteki.
- Hej Nat. - machnęłam mu ręką.
- Witaj Luno. - uśmiechnął się do mnie miło, odwzajemniłam uśmiech.
- A więc... o co chodzi? - Roza wszystko mu opowiedziała. - Czyli się dowiedzieliście...
- Ha! - wskazała na mnie palcem. - Miałam rację!
- Dobra, dobra... Wygrałaś...
- To, jak coś wymyślicie to postaram się porozmawiać z dyrektorką.
- Okej! - zaćwierkotała radośnie białowłosa.
Po chwili zadzwonił dzwonek oznaczający początek lekcji, na szczęście nie chodzimy na ten przedmiot więc mamy godzinę wolną. Białowłosa powiedziała że idzie do Leo, Lys poszedł szukać Kastiela, a ja zostałam sama... Więc poszłam do mojej szafki zostawić niepotrzebne książki i wyciągnąć szkicownik.
- Przepraszam. - stuknął mnie ktoś w ramię, odwróciłam się na pięcie i ujrzałam dwóch - identycznych chłopaków, jeden miał czarne włosy i jasnoniebieskie oczy, drugi zaś niebieskie włosy i różowe oczy.
- O co chodzi? - zapytałam z uśmiechem.
- Mogłabyś nam powiedzieć gdzie jest pokój... pokój...
- Gospodarzy.. - poprawił go niebieskowłosy.
- Tak! Tak! Gospodarzy.
- Tam na wprost. - wskazałam skinięciem głowy.
- Dzięki.
- Zapomnielibyśmy się przedstawić. - niebieskowłosy chłopak zatrzymał czarnowłosego. - Jestem Alexy, a to mój brat bliźniak Armin.
- Miło mi, ja jestem Luna.
- Więc, dziękujemy Luno, widzimy się potem.
- Okej! - zaśmiałam się.
Wyszłam na dwór i usiadłam na jednej z najbardziej oddalonych ławek i zaczęłam szkicować.
- Ekhem...
Podniosłam głowę, moim oczom ukazała się wyzywająco ubrana szatynka (brązowe włosy) z mocnym makijażem. Przekręciłam oczami i dalej szkicowałam. Ta nie wytrzymała i wyrwała mi kartkę.
- Ej! Oddawaj mi to! - powiedziałam wkurzona.
- Pff... Chyba śnisz! Co ty tam na malowałaś... - spojrzała na mój rysunek.
- Malować to można farbkami. - próbowałam jej zabrać rysunek.
- Jakieś gówno. - podarła go, zgniotła i rzuciła za siebie.
- Co ty..?!
- Upsik... Niechcący... - zaśmiała się.
- Czego chcesz...? - mówiłam wkurzona oraz podirytowana.
- Słyszałam że kręcisz się wokół mojego, Kastiela. Więc, masz się od niego odwalić. Bo. On. Jest. Mój. Zrozumiano?
- Nie będziesz mi rozkazywać.
- Właśnie że będę, spróbuj się zbliżyć tylko do Kastiela i zniszczyć moje plany... To nie będziesz miała życia w tej szkole!
- Oż ty...
Usłyszeliśmy że ktoś idzie. Była to Melania.
- Luna, co ci strzeliło do głowy? - powiedziała z krokodylimi łzami udając poszkodowaną.
- Debra, co się stało?
- Rzuciła się na mnie.
- Ja? Na ciebie? Chyba śmieszna jesteś! To ty wyskoczyłaś do mnie z tekstem żebym trzymała się z dala od Kasa bo mi życie zniszczysz!
- Nie dość że chciała mnie uderzyć to kłamie! - zaczęła sztucznie płakać.
- Luna, co się z tobą dzieje? - zapytała rozczarowana Melania.
- Melanio, ty i ja wiemy że nigdy bym nikogo nie uderzyła!
- Wygląda na to że tak... - odeszła "pocieszając" tą małpę.
Złość ogarnęła mnie całą. Byłam wściekła! Najchętniej to bym coś rozwaliła. Chwyciłam szkicownik i ołówek podbiegłam do szafki i włożyłam je tam, włożyłam? Raczej wepchnęłam i zatrzasnęłam szafkę. Z pokoju gospodarzy wyszli bliźniacy a za nimi blondyn.
- Luna? Coś nie  tak?
- Wkurzyłam się.
- Na co?
- Debra..
- Ehh... Co zrobiła?
- Nastawiła Melanie anty na mnie!
- Jak? - zaczęłam mu wszystko opowiadać.
- Czyli ta Emma chce zrujnować Ci życie?
- Debra, bracie.
- Tak. - kiwnęłam głową. - Na to wygląda...
- Luno, nie przejmuj się, ona jest zwykłą żmiją. - powiedział Nat.
- A zresztą! My znamy ciebie krótko i nie widać żebyś podniosła na kogoś rękę.
- Dzięki chłopaki. - uśmiechnęłam się.

~***~
 Na ostatniej lekcji cały czas patrzyłam się na czerwonowłosego, jak mu może się podobać taka.. taka... takie coś! Usłyszałam dzwonek oznaczający koniec lekcji, szybko się spakowałam i wystrzeliłam z klasy jak torpeda, dosłownie i w przenośni. Już miałam przekroczyć bramę szkoły, ale bliźniacy mnie zatrzymali.
- Hej Luna!
- Hej wam. - uśmiechnęłam się.
- Przyjdziesz dzisiaj do nas? - zapytał się Armin.
- Nie wiem...
- No zgódź się! Będzie tak fajnie!
- Alexy..
- Prooooszę....
- Ja bym na niego uważał. - usłyszałam głos szepczącego do mnie czarnowłosego.
- Czemu? - odszepnęłam.
- A zobaczysz... - powiedział tajemniczo a ja uniosłam ze zdziwienia brwi.
- To jak?
- Dobra.
Alexy radośnie podskoczył z czego mnie rozbawił. Ale dlaczego mam się jego bać...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz