niedziela, 4 października 2015

Rozdział VII cz. I

- Lys! Ale ja nie chcę! Naprawdę, proszę...
- Dobrze. - puścił moją rękę. Przytuliłam się do niego.
- Dzięki. Twoja obecność poprawia mi humor. - uśmiechnęłam się. - To ja pójdę.
- Na pewno wszystko dobrze? Nie chcesz iść z nim pogadać?
- Nie.
- Przyjdę dzisiaj do ciebie.
- Moje drzwi stoją dla ciebie otworem. - ukłoniłam się i poszłam. Od razy\u posmutniałam.
Przed szkołą zauważyłam jakąś dziewczynę.. Kto to jest?
- Hej! Wiesz gdzie jest Kastiel.
- Nie. - zatrzymała mnie.
- Jestem Debra a ty? - wymusiła uśmiech.
- Luna. - powiedziałam z irytowana. - A teraz daj mi przejść.
- Luna Pheonix, tak?
- Owszem...
- Phi...
Odepchnęłam ją i przewróciłam oczami.

~***~
 Następnego dnia niechętnie wstałam z łóżka i poszłam odprawić magiczny rytuał. Ubrałam się w te ciuchy. I wyszłam do szkoły. Przed szkołą ujrzałam Kastiela z tą Debrą... Lys mi o niej wczoraj opowiadam. Ominęłam ich, nawet się do mnie nie obrócił... Zrobiło mi się smutno, ale szłam dalej przed siebie.
- Nie wierzę! Znowu ta wredna su...
- Rozo...
- Hej wam. - machnęłam ręką.
- Hej. - powiedziała lekko poddenerwowana.
- Witaj Luno. - uśmiechnął się do mnie miło.
- O co chodzi?
- Debra, o nią chodzi! Znowu omotała tego idiotę.
- A... czyli chodzi o tą lalkę przed szkołą?
- Tak.
- Gadała teraz z Kasem, nawet się ze mną nie przywitał...
- Bo to debil! - krzyknęła.
- Rozalio, opanuj się. Ludzie się patrzą. - powiedział spokojnie.
- Robimy coś?
- Niestety nic nie zdziałamy... - powiedział Lys.
- Nie zdziałamy...? Owszem! Zdziałamy! Ty! - wskazała na mnie palcem. A ja spojrzałam na nią pytająco. - Ty go zmienisz!
- Ja nie mam z nim nic wspólnego! - krzyknęłam na cały korytarz.
- Rozalio...
Szybko poszłam w stronę dziedzińca. Schowałam się za budynkiem szkoły. Miałam w nosie czy będę na lekcjach czy nie.
- Uciekanie z lekcji? Nie ładnie... - zacmokał.
- Ka... - odwróciłam się, to nie był Kastiel. - Znamy się?
- Nie wiem.
- Nie wiesz? - zmrużyłam oczy.
Zeskoczył z murka. I przyglądał mi się z bliska.
- Oj, Lunka, Lunka...
- Skąd znasz moje imię?
- Jestem...
- Stary, chodź , musimy iść. - za muru wynurzyła się głowa jakiegoś chłopaka.
- To do zobaczenia, mała. - wyskoczył za mur i zniknął mi z zasięgu wzroku.
Co jest grane? Kto to był? I skąd znał moje imię? O co tu do jasnej anieli chodzi!
Tupnęłam nogą i oparłam się o ścianę. Nie no... Bomba... Naprawdę... Trochę mi przypominał Nick'a... Nie! To nie możliwe. Przecież on był w trumnie, chyba... Muszę się tego dowiedzieć!
Przeskoczyłam mur i zamówiłam taksówkę, udałam się na cmentarz. Weszłam do kościoła i zostałam tam księdza. Przywitałam się z nim.
- Przepraszam... Mam pytanie co do...
- Brata?
- Tak, czy jego ciało było w trumnie?
- Niestety, ale dostaliśmy popiół.
- Czyli... W trumnie była urna?
- Owszem.
- Dobrze, dziękuje za informacje.
- Luno, a jak tam w nowym mieście?
- Wszystko dobrze. - uśmiechnęłam się.
- Cieszę się dziecko drogie.
- To do zobaczenia! - wybiegłam z kościoła.
Śledztwo czasz zacząć... 

2 komentarze:

  1. O JEZU!!!!!! Nie wierze!!!! To nie może być on!!!!
    XDDD Pozdrowionka i życzę weny!!!!!
    #ROSICZKA

    OdpowiedzUsuń
  2. Hihi w końcu mogę dodać komentarz!
    Rozdział super
    Zaciekawila mnie końcówka
    Czekam na next i zapraszamdo siebie

    OdpowiedzUsuń